Lech Pilecki i historia kolekcji dzwonków

mongolia-1To jest dzwonek, od którego zaczęła się moja przygoda z dzwonkami. Przygoda, która trwa od kilkudziesięciu lat i chyba nigdy nie będzie mieć końca.

W 1976 roku udało mi się pojechać do państwa Mongołów. Mongolia wyglądała strasznie: miasta o szarej zabudowie, a w tych miastach jurty… Przebrano mnie za Mongoła, moją żonę za Mongołkę i zamieszkaliśmy w jednej z takich jurt na stepie, kilkadziesiąt kilometrów od Ułan Bator, stolicy tego kraju. Sami budowaliśmy nasze schronienie. Wejście do jurty musiało być od strony południowej. Po lewej stronie zawsze siadali mężczyźni, po prawej – kobiety; po stronie „męskiej” musiał stać worek z kumysem.

c404a4d9eab3008f6467d32f7de0628790d15578_p.pngPo kilku dniach przed naszą jurtą pojawił się człowiek z piękną walizką, pamiętającą pewnie XIX wiek. Otworzył ten czemodan, a tam: przepiękne bransoletki, naszyjniki, różne ludowe wyroby mongolskie. Moja żona oczywiście rzuciła się, żeby to oglądać, no bo jakżeż nie kupić jakiegoś mongolskiego naszyjnika! I jedna rzecz spodobała jej się wyjątkowo: była to srebrna bransoletka, wysadzana oryginalnymi kamieniami. Zapłaciliśmy ileś tam tugrików, a za resztę wynikającą z nominału banknotu, sprzedawca powiedział: „Nie mam reszty w tugrikach, proszę wybrać sobie jakąś małą rzecz z walizki. Chciałem wybrać coś zupełnie innego, ale on się uparł, że musi to być taki mały mongolski dzwonek. Bardzo mi się on nie podobał. No ale – rad niewola – wzięliśmy go i wróciliśmy do jurty a w jej wnętrzu ten brzydki dzwonek zmienił jakby swoją urodę i oddziaływanie na nas. Zaczęliśmy go dokładnie oglądać i żona powiedziała: „To jest bardzo stary dzwonek, który przeszedł pewnie nieprawdopodobne koleje losu. Mocno zużyty, wyświechtany, nieco pomięty, troszkę uszkodzony. Wiesz co? Poszukajmy następnych”.

To były słowa, od których zaczęła się moja kolekcja. Kupiłem jeszcze wówczas w stolicy Mongolii, w Ułan Bator, dwa inne dzwonki, ale one już nie były tak piękne, tak mi bliskie. Ten pierwszy zaszczepił coś w moim sercu, nie wiem co, ale jest to chyba miłość do dzwonków, przez które widzę i zwiedzam świat. Dzisiaj na regałach mojego pokoju w którym pracuję i odpoczywam stoi już blisko sześć tysięcy dzwonków z ponad 130 krajów świata, które odwiedziłem. Moja wędrówka po świecie trwa a wraz z nią stale rośnie Turystyczna Kolekcja Dzwonków. Wszystkie one są piękne, ale ten pierwszy z Mongolii, jest mi chyba najbliższy i najpiękniejszy.

[su_custom_gallery source=”media: 16846,16847,16848,16849,16850,16851,16852,16853,16854,16855,16856,16857,16858,16859,16860,16861,16862,16863,16864,16865,16866,16867,16868,16869,16870,16871,16872,16873,16874,16875,16876,16877,16878,16879,16880″ link=”lightbox”]